Tegoroczny Tatra Fest przechodzi do historii jako najszybszy i najbardziej pasjonujący wyścig w dziejach imprezy. Może też jednak przejść z zupełnie innego, niechlubnego powodu. O ile na trasie oglądaliśmy sport na wybitnym poziomie, o tyle podczas ceremonii wręczenia nagród doszło do sytuacji, która wstrząsnęła całym środowiskiem. Zwycięzca otrzymał potężny bonus finansowy, a najlepsza zawodniczka… musiała obejść się smakiem. Organizatorzy gęsto się tłumaczą z pomyłki, ale czy samo „przepraszam” zamaże niesmak jawnej nierówności wobec kobiecego sportu?
W ostatni weekend w ramach festiwalu Tatra Fest odbyły się mistrzostwa Polski w biegach górskich long trail. Choć na trasie byliśmy świadkami wyjątkowo zaciętej rywalizacji, po zawodach na pierwszy plan wysunął się niestety poważny zgrzyt organizacyjny. Zwycięzca biegu mężczyzn otrzymał od zarządu powiatu tatrzańskiego czek na 10 000 zł, podczas gdy triumfatorka wyścigu kobiet mogła mu tylko pozazdrościć. W dobie walki o równość w sporcie, gdzie największe światowe imprezy rygorystycznie pilnują finansowych parytetów, takie sytuacje natychmiast wywołują burzę. Trudno się dziwić, że środowisko biegowe domaga się wyjaśnień.

Po mojej interwencji i wysłaniu oficjalnego zapytania do Starostwa Powiatowego w Zakopanem, otrzymałem pisemne stanowisko. Urzędnicy przekonują, że kwota 10 000 zł w rzeczywistości miała wspierać organizację samego festiwalu, a nie stanowić bonus dla konkretnego zawodnika. Pula regulaminowych nagród (30 000 zł) rzekomo została rozdzielona po równo.
Starostwo, wspólnie z organizatorami, przyznaje, że doszło do fatalnej pomyłki podczas ceremonii i zapewnia, że ich intencją nie było uderzenie w równość w sporcie. Zgodnie z zapewnieniami, obecnie trwają prace nad „wypracowaniem rozwiązania” tej sytuacji.
Problem w tym, że w takich momentach nie ma miejsca na półśrodki ani mgliste deklaracje. Błędy się zdarzają – to prawda stara jak świat, a organizacja festiwalu biegowego to niepozorne, ale w rzeczywistości potężne logistyczne wyzwanie. Nie takie firmy jak Tatra Fest zaliczały mniejsze i większe wpadki, więc nie ma co przesadnie ich krytykować.
Jednak ta konkretna pomyłka uderza w niezwykle wrażliwy punkt i bezpośrednio deprecjonuje gigantyczny kobiecy wysiłek włożony w rywalizację. Jedynym honorowym wyjściem z twarzą i prawdziwym dowodem na to, że równość dla Starostwa i Organizatorów nie jest tylko pustym frazesem, powinno być stanięcie na wysokości zadania. Najbardziej naturalnym rozwiązaniem jest wypłacenie identycznego bonusu w wysokości 10 000 zł również zwyciężczyni wyścigu kobiet.

Zwłaszcza że to, co wydarzyło się na tegorocznej trasie w Tatrach, było zjawiskowe. W minioną sobotę byliśmy świadkami prawdopodobnie najbardziej konkurencyjnych i najszybszych zawodów tej rangi w dziejach naszego kraju (poprawcie mnie jeśli się mylę, ale tak mocnej i szerokiej stawki na “longu” nie pamiętam). Aż dziewięcioro zawodników i zawodniczek uzyskało czasy lepsze od dotychczasowych rekordów trasy Tatra Fest!
Andrzej Witek obronił tytuł, śrubując fenomenalny, nowy rekord – 7:30:30 (poprawiony o ponad 40 minut). Agnieszka Dygacz, zdobywając tytuł, wręcz zdemolowała poprzedni najlepszy czas kobiet o ponad godzinę, wbiegając na metę z wynikiem 9:06:27. Triumfatorzy wznieśli się na dotychczas nieosiągalny dla nikogo poziom i oboje zasługują na identyczne, sprawiedliwe docenienie.
Tatra Fest i Starostwo Powiatowe stoją teraz przed najważniejszym testem tych mistrzostw. Słowa o szacunku to jedno, ale to konkretne czyny definiują intencje.
Cała społeczność z dużą uwagą będzie obserwować każdy ruch odpowiedzialnych za tę wpadkę, oczekując właściwego i jedynego słusznego finału. Wszyscy razem, jako miłośnicy sprawiedliwego sportu, nie możemy pozwolić, by takie incydenty przechodziły bez echa. Warto udostępniać ten tekst, aby przypominać o właściwych standardach i aby nasz wspólny głos dotarł do osób decyzyjnych. Sprawmy, aby ten początkowy niesmak stał się fundamentem realnej zmiany na lepsze.