Niedawno szkocki biegacz Josh Kerr pobił rekord świata w biegu na 1 milę podczas mityngu Diamentowej Ligi w Londynie (3:42,66!). Od 1999 roku rekordzistą świata na tym dystansie (1609 m) był słynny Marokańczyk Hicham El Guerrouj. Gdy ustanawiał on swój historyczny wynik (3.43,13) Kerr miał zaledwie roczek.

27 lat różniących oba rekordy, to nie tylko przeskok sportowy, ale również przepaść jeśli chodzi o komunikację z kibicami. Efektem tego była seria materiałów jaką Josh Kerr zamieszczał w sieci, relacjonująca przygotowania do swojej próby. O to, czy niesie ona realną wartość dla merytorycznej oceny jego drogi treningowej i czy poza wrażeniami estetycznymi możemy się z niej czegoś ciekawego dowiedzieć, zapytałem trenera Mikołaja Raczyńskiego. Poniższy wpis jest efektem jego przemyśleń na ten temat. Zapraszam do lektury.


Wstęp

Trenerzy od lat próbują odpowiedzieć na jedno pytanie: jak naprawdę trenują najlepsi biegacze świata? Problem polega na tym, że niemal nigdy nie widzimy całego procesu. Dostajemy gotowy efekt – rekord świata, medal albo zwycięstwo – ale droga prowadząca do niego najczęściej pozostaje tajemnicą.

Pokazywany w materiałach na YouTubie „Project 222” był próbą odwrócenia tej perspektywy. Josh Kerr zdecydował się udostępnić znaczną część swoich przygotowań do ataku na rekord świata na milę. Nie ujawnił oczywiście wszystkiego, ale opublikował kilka kluczowych treningów, testów oraz elementów organizacji całego procesu. Dzięki temu możemy zajrzeć do warsztatu jednego z najlepszych średniodystansowców świata nie przez pryzmat domysłów, lecz konkretnych danych.

Równie wymowna była sama nazwa projektu. Liczba 222 oznaczała dokładnie tyle sekund, ile potrzeba do przebiegnięcia mili w czasie 3:42.00. Taki wynik Kerr publicznie wskazał jako swój cel. Odpowiadało to tempu 55,5 sekundy na każde 400 metrów, 1:51.0 na 800 metrów i 2:46.5 na 1200 metrów. Od początku wszystkie elementy projektu podporządkowano właśnie takim cyferkom.

Co pokazał Project 222?

Przed próbą rekordu Kerr startował bardzo oszczędnie. Najważniejszym oficjalnym sprawdzianem był występ na 800 metrów podczas Sound Running Track Fest w Los Angeles. Uzyskał tam 1:44.60, ustanawiając rekord życiowy. Był to ważny sygnał potwierdzający, że przygotowania szybkościowe przebiegają zgodnie z planem. To jednak nie ten start wzbudził największe zainteresowanie.

Jednym z najgłośniejszych materiałów opublikowanych w ramach projektu był trening zatytułowany „PROJECT 222 | INSANE 4x800m at WORLD RECORD Pace”. Główna część jednostki składała się z czterech odcinków po 800 metrów. Kerr pokonał je kolejno w 1:59, 1:59, 1:50 i 1:49, odpoczywając między powtórzeniami około sześciu minut. Łączna objętość części głównej wyniosła 3200 metrów.

Co ciekawe, nie był to trening, który sam zawodnik uznał za najtrudniejszy podczas całego projektu. Za najbardziej wymagającą sesję wskazał jednostkę pokazaną w materiale „My Toughest Workout”. Składała się ona z czterech serii, a każda obejmowała 200 metrów, 90 sekund przerwy, 600 metrów, 60 sekund przerwy i kolejne 200 metrów. Między seriami odpoczynek trwał 4 minuty i 30 sekund.

Pierwszą serię wykonał w 27.1, 1:24.8 i 26.2. W drugiej uzyskał 26.3, 1:21.4 i 25.8. Trzecia przyniosła wyniki 25.9, 1:22.1 i 25.7, a ostatnia 25.7, 1:20.7 i 25.2. Łącznie trening obejmował 4000 metrów pracy jakościowej.

Kilka tygodni przed Londynem przyszedł jeszcze jeden ważny sprawdzian. 3 lipca w Albuquerque Kerr wykonał test na 1200 metrów, uzyskując 2:42.45. Próba odbyła się na wysokości około 1600 m n.p.m., ze startu lotnego i przy ręcznym pomiarze czasu. Pierwsze 400 metrów pokonał w 55.72, 800 metrów osiągnął w 1:50.57, 1000 metrów w 2:16.70, a ostatnie 1200 metrów zakończył wynikiem 2:42.45. Poszczególne okrążenia wyniosły 55.72, 54.85 i 51.88. Przez pierwszą część biegu prowadził go Brannon Kidder.

Przygotowania nie ograniczały się jednak wyłącznie do treningów na stadionie. Równie istotnym elementem projektu była hipoksja. Cały blok treningowy odbywał się w Albuquerque na wysokości około 1600 m n.p.m. Dodatkowo Kerr przebudował swoją sypialnię w pełnowymiarowy pokój hipoksyjny, w którym warunki odpowiadały wysokości około 2500 m n.p.m.

Według jego własnych wypowiedzi około 19:45 wchodził do pokoju, około 20:30 zasypiał, przed 6:00 wychodził, a po treningu wracał jeszcze na około dwie godziny. Łącznie dawało to około 12 godzin dziennie spędzanych w warunkach hipoksyjnych. Trening nie kończył się więc po zejściu z bieżni. Całe środowisko przygotowań podporządkowano jednemu celowi.

Co z tego wynika?…

To jest fragment artykułu. Cała treść oraz tocząca się wokół niego dyskusja, dostępne są dla społeczności RACE PACE Mastermind. Jeżeli nie posiadasz dostępu, a chciałbyś regularnie czytać materiały o nowościach i trendach ze świata treningu i wymieniać się doświadczeniami, to w tym miejscu dowiesz się jak do nas dołączyć.

Autor

Mikołaj Raczyński – trener biegania, założyciel grupy Passion First oraz prowadzący treningi Speed Squad dla społeczności adidas Runners Warsaw. Specjalizuje się w biegach średniodystansowych i długodystansowych. Jego pasją jest analiza treningów biegaczek i biegaczy z całego świata. Na co dzień amatorsko bawi się w sport i współprowadzi Coffee Run Podcast.