Pięciu Amerykanów z wynikami poniżej 2:08, rekord Australii, jeden z najszybszych debiutów maratońskich w historii i trzy kobiety poniżej 2:15. Tegoroczny maraton w Chicago dostarczył nie tylko znakomitych rezultatów, ale też historii, które warto przeanalizować z perspektywy treningu i podejścia do sportu.
Clayton Young, Charles Hicks, Vincent Mauri, Galen Rupp i CJ Albertson. Pięciu Amerykanów, którzy pobiegli od 2:05:23 do 2:07:19, choć każdy z nich dotarł na ten poziom zupełnie inną drogą. Do tego Australijka Izzi Batt-Doyle, która ustanowiła rekord kraju wynikiem 2:20:38, oraz Amerykanka Emma Grace Hurley, która w maratońskim debiucie uzyskała 2:20:47. Dwie zawodniczki, dziewięć sekund różnicy i dwie odmienne historie sportowego rozwoju.
Różne doświadczenia, odmienne modele treningowe i zupełnie inne warunki przygotowań. A jednak w historiach tych zawodników można odnaleźć wspólny mianownik, który moim zdaniem ma znacznie większe znaczenie niż liczba przebieganych kilometrów czy wybór konkretnej metody treningowej.
Clayton Young
Clayton Young ma 33 lata i jest przykładem cierpliwego budowania maratońskiej kariery. W 2020 roku debiutował na tym dystansie podczas amerykańskich kwalifikacji olimpijskich w Atlancie. Był to bardzo nieudany występ. Young uzyskał zaledwie 2:29:46 i zajął odległe, 136. miejsce. Wcześniej zmagał się z kontuzją, ale mimo słabego wyniku potraktował ten start jako doświadczenie, które miało zaprocentować w kolejnym cyklu olimpijskim.
Rok później pobiegł 2:16, następnie 2:11, aż w 2023 roku złamał 2:08. Po drodze przeszedł również operację kolana, która stawiała pod znakiem zapytania jego dalszy rozwój. Mimo to wywalczył kwalifikację olimpijską, zajął dziewiąte miejsce w Paryżu i stopniowo zbliżał się do rekordu USA. Dziś biega 2:05, choć jego rekordy stadionowe, 13:31 na 5000 m i 28:18 na 10 000 m, wcale nie zapowiadały aż takiego poziomu w maratonie.
Young od lat pracuje z Edem Eyestone’em, trenuje wspólnie z Connerem Mantzem i jest częścią świetnie zorganizowanego środowiska biegowego.
Do Chicago przyjechał z ambitnym celem pobicia rekordu USA, wynoszącego 2:04:43. Co ciekawe, zaledwie miesiąc przed startem zdiagnozowano u niego około 12-centymetrowe naderwanie mięśnia półbłoniastego. Mimo to zdecydował się wystartować i osiągnął najlepszy wynik w karierze.
Jego taktyka była zdecydowanie bardziej zachowawcza niż rywali. Kiedy Vincent Mauri zaatakował po 15. kilometrze, Young nie zdecydował się na pogoń. Pozostał w grupie i kontrolował własny wysiłek, nawet jeśli oznaczało to oddalenie się od tempa na rekord kraju. Dopiero w końcowej części dystansu, po dogonieniu Mauriego, zaczął przyspieszać. Na około pięć kilometrów przed metą oderwał się od Charlesa Hicksa i ostatecznie pokonał go o 12 sekund.
W końcówce korzystał z ciekawej strategii mentalnej, polegającej na odliczaniu w głowie 100 sekund mocnego biegu. Zamiast myśleć o pozostałych kilometrach, koncentrował się na krótkich fragmentach wysiłku.
Young nie pobił rekordu USA, ale jego 2:05:23 daje mu drugie miejsce na amerykańskiej liście wszech czasów na trasach dopuszczających rekordy.
Charles Hicks
Charles Hicks to niemal przeciwieństwo Younga. Ma 25 lat, znakomitą przeszłość stadionową i przełajową, a do maratonu wszedł właściwie z marszu. Dwukrotny mistrz Europy U23 w przełajach, mistrz NCAA, zawodnik z życiówkami 13:09 na 5000 m i 27:33 na 10 000 m.
W listopadzie 2025 roku zadebiutował w Nowym Jorku z czasem 2:09:59, w kwietniu 2026 pobiegł w Bostonie 2:04:35, a niespełna rok po debiucie uzyskał w Chicago 2:05:35.
W przygotowaniach do maratonu jego kilometraż przekraczał nawet 240 km tygodniowo. Ma wszystko – świetny fundament szybkościowy, bardzo duża objętość i szybkie przystosowanie do nowego dystansu. Zupełnie inna droga niż u Younga, ale prowadząca praktycznie do tego samego poziomu.
W Chicago Hicks również myślał o rekordzie USA. Przez większą część dystansu biegł w grupie pościgowej, a po zejściu pacemakerów na 30. kilometrze zaczął mocniej pracować nad zmniejszeniem straty do Mauriego. Young zdecydował się wtedy podążać za nim, zamiast samodzielnie narzucać tempo. W efekcie Hicks wykonał sporą część pracy, z której na ostatnich kilometrach skorzystał jego rywal.
Po biegu przyznał, że z perspektywy czasu prawdopodobnie poświęcił zbyt dużo energii na prowadzenie grupy. Ostatecznie uzyskał 2:05:35, zaledwie 12 sekund wolniej od Younga.
Vincent Mauri
Jeszcze bardziej niezwykła jest historia Vincenta Mauriego. Również 25-letniego zawodnika, który w czasie studiów zmagał się z licznymi kontuzjami przeciążeniowymi. Przez długi czas nic nie wskazywało na to, że wkrótce stanie się jednym z najszybszych maratończyków w Stanach Zjednoczonych….
To jest fragment artykułu. Cała treść oraz tocząca się wokół niego dyskusja, dostępne są dla społeczności RACE PACE Mastermind. Jeżeli nie posiadasz dostępu, a chciałbyś regularnie czytać materiały o nowościach i trendach ze świata treningu i wymieniać się doświadczeniami, to w tym miejscu dowiesz się jak do nas dołączyć.
Autor

Mikołaj Raczyński – trener biegania, założyciel grupy Passion First oraz prowadzący treningi Speed Squad dla społeczności adidas Runners Warsaw. Specjalizuje się w biegach średniodystansowych i długodystansowych. Jego pasją jest analiza treningów biegaczek i biegaczy z całego świata. Na co dzień amatorsko bawi się w sport i współprowadzi Coffee Run Podcast.
Zdjęcie tytułowe: Bert Kaufmann