Piotr Jaśtal to od lat nazwisko dobrze znane w środowisku polskich biegów górskich. Specjalista od intensywnych formatów ścigania – verticali i biegów alpejskich, z sukcesami rywalizujący w krajowej czołówce. Końcówka kwietnia przyniosła mu kolejne sportowe powody do radości: podczas festiwalu Pieniny Ultra Trail wywalczył dwa medale Mistrzostw Polski – srebro w Uphillu (Lubań Vertical) oraz brąz w Mountain Classic (Hardy Rolling).
Jego występy w Pieninach zapewniły mu nieoficjalne powołanie do reprezentacji Polski na Mistrzostwa Europy w Biegach Off-Road w Słowenii (Kamnik). Zawody te jednak już się odbyły, a Piotr ostatecznie na nie nie pojechał. Zamiast ścigać się na europejskim czempionacie, zawodnik przeżywa obecnie największy kryzys w swojej przygodzie ze sportem. Badanie antydopingowe przeprowadzone bezpośrednio po zawodach w Szczawnicy dało wynik pozytywny. W organizmie biegacza wykryto ostarynę zaliczaną do grupy SARMów. To substancja, która wspomaga utrzymanie masy mięśniowej podczas redukcji, często wykorzystywana nielegalnie w sportach sylwetkowych, np. przez kulturystów.
Sytuacja w polskim, bardzo hermetycznym świecie trailu z pewnością wzbudzi ogromne emocje. Poniższa rozmowa zawiera informacje nigdzie wcześniej niepublikowane – jest to absolutnie pierwsze stanowisko, jakie zawodnik publicznie zabiera w tej sprawie, chcąc stawić czoła sytuacji przed oficjalnymi komunikatami ze strony agencji antydopingowej.
Postanowiłem dać Piotrkowi przestrzeń do przedstawienia swojej wersji wydarzeń, bez ocenienia. To szczera rozmowa o błędach, braku świadomości, procedurach i ogromnym ciężarze psychicznym.
Kuba Pawlak: Piotrek, spróbujmy to wszystko uporządkować chronologicznie. Pieniny Ultra Trail, zdobywasz dwa medale Mistrzostw Polski i przechodzisz kontrolę antydopingową. Byłeś w sporcie od blisko 15 lat, czy to była twoja pierwsza taka kontrola w życiu?
Piotr Jaśtal: Tak, to była absolutnie pierwsza kontrola w moim życiu, wcześniej nawet nie wiedziałem dokładnie, jak te procedury wyglądają od wewnątrz. Oddałem mocz do badania bezpośrednio po piątkowym biegu na Lubań, a potem musieliśmy jeszcze logistycznie zjechać na dół. Następnego dnia po południu startowałem w kolejnym biegu – Hardy Rolling. Tam zająłem czwarte miejsce, ale Łukasz Wąchała, który był trzeci, nie miał potwierdzonej licencji klubowej, tylko tzw. token, więc przesunąłem się na pozycję medalową w ramach Mistrzostw Polski. Szczerze mówiąc, nie miałem z tego drugiego medalu aż takiej satysfakcji, sam bieg też poszedł mi słabiej. Ale wróciłem po weekendzie do domu w przeświadczeniu, że jestem podwójnym medalistą mistrzostw Polski.
I żyjesz w tym przeświadczeniu przez miesiąc. Masz już informację, że jedziesz na mistrzostwa Europy. Kiedy i w jakich okolicznościach dowiadujesz się o wyniku testu?
Dowiedziałem się pod koniec maja, jakoś 20 albo 21 maja. Najgorsze jest to, że na początku w ogóle nie zauważyłem tego maila z POLADY, choć miał nagłówek „pilne”. Dopiero następnego dnia zadzwonili do mnie z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, potem przekierowano mnie do pana Kęckiego, a stamtąd dostałem numer bezpośrednio do POLADY. Zadzwoniłem i po kilkunastu minutach przysłali mi tę wiadomość jeszcze raz. Byłem w tak potężnym szoku, że przez pierwsze dwa dni dosłownie nie mogłem wstać z łóżka. Miałem wyjeżdżać na kadrę do Słowenii w środę, a w piątek dostałem ostateczną informację, że przez tę przykrą sytuację nigdzie nie jadę.
W mailu czytasz słowo „ostaryna”. Miałeś w ogóle pojęcie, co to jest? I najważniejsze: skąd ta substancja mogła wziąć się w twoim organizmie?
Na początku kompletnie nie wiedziałem, co to za substancja. Dopiero znajomy mojego znajomego, który trenuje kulturystykę i jest trenerem personalnym, uświadomił mnie, że to środek, którego używa się w sportach siłowych podczas redukcji, żeby nie spalać mięśni. Ponoć to wcale nie jest tania substancja.
Uznałem że szukanie jej jako przypadkowego zanieczyszczenia w moich odżywkach to jak szukanie igły w stogu siana.
Jeśli pytasz o suplementy, to brałem beta-alaninę, koenzym Q10, preparat „Sleeper” na sen, witaminę B12 w płynie, magnez, rhadiolę, ashwagandhę producenta z Wielkiej Brytanii i białko. Czasami nawet z darmowych próbek. Mój największy błąd i głupota polegały na tym, że w ogóle nie zwracałem uwagi na to, skąd zamawiam produkty, ani czy mają one jakiekolwiek certyfikaty antydopingowe. Brałem to, co wpadło.
Skoro podejrzewasz zanieczyszczoną odżywkę, dlaczego nie walczysz? Miałeś prawo przebadać próbkę B.
Rozmawiałem z panem Wójcikiem z POLADY, który wszystko mi wytłumaczył, wiedziałem, że mogę być osobiście przy otwieraniu próbki. Zrezygnowałem, bo samo przebadanie próbki B to koszt 4 tysięcy złotych, a z wyciągnięciem robi się z tego 6 tysięcy. Doszedłem do wniosku, że przecież to jest ten sam mocz, tylko w innym pojemniku, więc wynik będzie identyczny. Wolałem zostawić te pieniądze na ewentualne przebadanie w laboratorium samych suplementów. Problem w tym, że przypomina to sytuację Konrada Bukowieckiego z higenaminą w przedtreningówce. On mógł to udowodnić, bo przebadał fabrycznie zamkniętą, nową sztukę z tej samej partii. Ja nie mam takich zabezpieczonych, nienaruszonych próbek, więc to ślepy zaułek.
Procedury są brutalne i zero-jedynkowe. Co dalej z tą sprawą? Z czym musisz się liczyć?
Mam czas do wtorku, 30 czerwca, aby złożyć oświadczenie i przesłać wszystkie dokumenty, choć nie mam żadnych wykluczeń medycznych do przedstawienia. Potem czeka mnie złożenie wniosku o rozprawę przed POLADĄ, co przypomina sprawę w sądzie. Napiszę im prawdę: że świadomie niczego nie wziąłem i że to najpewniej zanieczyszczony suplement, choć nawet nie potrafię odnieść się do stężenia tej substancji, bo nie podano mi wartości. Grozi mi utrata obu medali i do czterech lat dyskwalifikacji. Ponoć jeśli udowodnię nieświadomość, skończy się na upomnieniu, ale bez dowodów to praktycznie niemożliwe.
Popatrzmy na to na chłodno. Jesteś amatorem. Najwyższa wygrana finansowa w twoim życiu to chyba 1300 złotych za Bieg na Wielką Sowę. Za wicemistrzostwo na Pieninach dostałeś 1200 złotych. Finansowo i sportowo celowy doping kompletnie by ci się nie opłacał.
Z biegów górskich w Polsce się nie utrzymasz. Jak pobiegniesz dobrze, to zarobisz na nowe buty albo zwrócą ci się dojazdy, to wszystko. Żyjemy w realiach, gdzie Sanepid potrafi przyczepić się do wszystkiego, a rynek suplementów, z których korzystamy, tak naprawdę nie jest do końca kontrolowany. Paradoks tej sytuacji i to, co najbardziej we mnie uderza, to fakt, że sam kiedyś krytykowałem innych. Gadałem na Ukraińców, że przyjeżdżają i obskakują po trzy biegi w jeden weekend, podejrzewając ich o różne rzeczy. A teraz wyjdzie na to, że sam wyjdę na „koksiarza”.
Właśnie – „wyjdziesz na koksiarza”. Zdecydowaliśmy się opublikować ten wywiad, żebyś mógł przedstawić swoją wersję, zanim sprawa stanie się publiczna. Jak to środowisko, w którym masz przecież wielu kolegów, to przyjmie?
Doradzano mi już, żebym wystąpił publicznie i opisał sytuację, bo uciekanie i chowanie głowy w piasek nie rozwiązuje problemu i wygląda, jakbym miał coś do ukrycia. W moim otoczeniu dużo osób już wie i zdarzają się żarty, że jestem „koks”, ale z bliskimi znajomymi rozmawiam otwarcie i wiem, że ci prawdziwi koledzy stoją po mojej stronie i mi wierzą. Mam jednak świadomość, że są też tacy zawistni ludzie, którzy od dawna podejrzewali mnie o branie, i po publikacji tego materiału, w opinii publicznej będę postrzegany po prostu jako oszust. To dla mnie gigantyczny ciężar psychiczny, momentami bardzo trudno mi z tym normalnie funkcjonować.
Co zrobisz, jeśli najczarniejszy scenariusz się spełni i dostaniesz cztery lata zakazu startów?
Będę dalej biegał, bo robię to prawie całe życie i ciężko byłoby bez tego funkcjonować. Ale szczerze? Już teraz czuję, że nie będzie mi się aż tak chciało. Trenujesz, dokładasz do tego interesu własne pieniądze, poświęcasz mnóstwo czasu, a na koniec masz z tego tylko wstyd. Nie mam jednak do nikogo pretensji, mogę być zły tylko na siebie, bo powinienem uważać na to, co kupuję. Niech to będzie przestroga dla całego środowiska biegaczy z pogranicza wyczynu i amatorstwa.
Sprawa Piotra Jaśtala to ważna lekcja dla całego środowiska, która pokazuje, że zderzenie z procedurami antydopingowymi bywa bezlitosne. Aby pomóc Wam ustrzec się przed błędami, RACE PACE zaprasza wszystkich biegaczy rywalizujących o wysokie miejsca na zawodach oraz trenerów na bezpłatne szkolenie: „Nieintencjonalny doping w biegach górskich – jak unikać błędów”.
Wspólnie z Zofią Piotrowicz przeanalizujemy, jak bezpiecznie dobierać suplementy, weryfikować certyfikaty, minimalizować ryzyko prawnie i skutecznie chronić swoją sportową reputację.
Fot. Karolina Krawczyk