Najbardziej modnym suplementem tego sezonu był prawdopodobnie Maurten Bicarb System. Ale uwaga! Na salony właśnie wkracza Nomio.
Nomio to produkt oparty na skoncentrowanych kiełkach brokułów, którego kluczowym składnikiem są izotiocyjaniany (ITC). Zdaniem producenta, łykając fiolkę z tym specyfikiem będziesz szybciej się regenerować, obniżysz poziom mleczanu we krwi oraz zmniejszysz stres oksydacyjny powstały na skutek ciężkiego treningu. 
Ile w tym prawdy? Czy Nomio to rewolucja w suplementacji sportowców czy po prostu najdroższy na rynku soczek z brokułów? Aby to dla Was sprawdzić, przeprowadziłam małe dochodzenie. Oto rezultaty.

Czym jest Nomio? – składniki aktywne

Mimo, że suplement będący wyciągiem z warzyw nie wywołuje tak efekciarskiego skojarzenia jak np. beta-alanina, to na rynku mamy kilka produktów pochodzących z warzyw i owoców, które skutecznie wspomagają sportowców. Przywołam tutaj jako przykład (z dwóch względów) sok z buraka. 

Po pierwsze ma bardzo dobrze udokumentowane działanie wazodylatacyjne (rozszerza naczynia krwionośne, zmniejsza ciśnienie krwi, zwiększa przepływ krwi do tkanek). Po drugie stoją za nim ci sami badacze, którzy są odpowiedzialni za „dział naukowy” w Nomio. Mowa o profesorach Jonie Lundbergu i Eddim Weitzbergu ze szwedzkiego Instytutu Karolinska, którzy jako jedni z pierwszych opisali wpływ azotanów z diety na układ krążenia, a wraz z Filiem Larsenem i Michaelą Sundqvist rozpoczęli badania nad izotiocyjaninami (ITC), czyli składnikiem aktywnym Nomio. 

Czym są owe izotiocyjaniny? W dużym uproszczeniu to grupa aktywnych biologicznie związków występujących w warzywach krzyżowych np. brokułach, kapuście, jarmużu. Najlepiej przebadanym ITC jest sulforafan (SFN). Producent Nomio nie precyzuje jaki dokładnie związek znajduje się w ich preparacie, ale z dużym prawdopodobieństwem jest to właśnie wspomniany SFN (kiełki brokułów są jego głównym źródłem). 

Prekursorem SFN są nieaktywne biologicznie glukozynolany (GRS). Aby doszło do konwersji GRS w SFN potrzebny jest enzym – mirozynaza. Dlatego w badaniach naukowych (na które powołują się także producenci NOMIO) do preparatu z kiełków brokuła dodaje się najczęściej proszek z nasion gorczycy brązowej (naturalnie bogaty w mirozynazę). 

W składzie Nomio nie mamy wyróżnionego tego składnika, ale być może producent nie ma obowiązku informować nas o tym lub znalazł inną metodę na zawarcie tego enzymu w swoim produkcie. Nie jestem technologiem żywności, więc nie potrafię tego zweryfikować. Po prostu zwróciło to moją uwagę. 

Producent nie podaje także, ile konkretnie wspomnianych związków znajduje się w każdej buteleczce. Jednym słowem – brakuje mi tu standaryzacji. Postanowiłam więc napisać bezpośrednio do producenta z zapytaniem:

  • czy przeprowadzają proces standaryzacji substancji aktywnych?
  • jeśli tak, to czy mogą napisać ile GRS i ile SFN znajduje się w ich produkcie

Otrzymałam informację, że „używają standardowego źródła i ilości surowca, tj. kiełków, w których składnik aktywny jest różny, co jest typowe dla wszystkiego, co rośnie”. Trochę mnie to zaskoczyło, ponieważ burak też rośnie, a w szotach marki Beet It podana jest standaryzowana dawka azotanów wynosząca 400 mg / szota. 

Zostawmy na boku skład i przekonajmy się o tym co najważniejsze. Czy to faktycznie działa?

To jest fragment artykułu. Cała treść oraz tocząca się wokół niego dyskusja, dostępne są dla społeczności RACE PACE Mastermind. Jeżeli nie posiadasz dostępu, a chciałbyś regularnie czytać materiały o nowościach i trendach ze świata treningu i wymieniać się doświadczeniami, to w tym miejscu dowiesz się jak do nas dołączyć.

Autor

Zosia Piotrowicz – jestem dietetykiem sportowym.  Jeśli słuchacie podcastów RACE PACE to pewnie kojarzycie mnie z odcinków związanych z odżywianiem. Niewiele osób jednak wie, że moją drugą pasją jest fizjologia wysiłku fizycznego, która nierozerwalnie łączy się z pracą dietetyka sportowego.